| 4 minuty czytania |

Mawiają, że jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz. W takim razie kolega Ben Horowitz w czasie swojego życia zdobył wiele biznesowych siniaków. Dzięki tej książce zrozumiałem fenomen serwisów typu pudelek, kozaczek i rozumiem, czemu cały czas widuję “Galę” czy “Życie na Gorąco” w rękach wyfryzowanych pań w warszawskim metrze.

Zrozumiałem fenomen serwisów typu pudelek, kozaczek

Już wiem, że ja również uwielbiam podglądać historie innych ludzi. Ale nie historie o depilacji intymnych części ciała jakiejś gwiazdy, ale historie upadków i wzlotów ludzi pokroju Bena Horowitza. Kim jest zatem Ben Horowitz? Wikipedia pisze o nim tak: businessman, inwestor, bloger i autor. W latach dziewięćdziesiątych nazwalibyśmy taką osobę „biznesmenem”. Teraz mówimy na nich przedsiębiorcy. Warto też wspomnieć, że Ben sprzedał swoją firmę do HP (Hewlett Packard) za 1,6 miliarda dolarów w gotówce.

sprzedał swoją firmę do HP (Hewlett Packard) za 1,6mld $ w gotówce

Książka objętościowo nie jest tak obszerna jak chociażby ostatnia pozycja o Elonie Musku, ale jest swoistą pigułką doświadczeń i porad autora. Co w obliczu wakacji i ładnej pogody za oknem odbieram jako zdecydowaby plus. Podoba mi się, że Ben szanuje nasze pieniądze. Od pierwszych stron sprzedaje nam konkrety. Każda strona zawiera mięso, nie tracimy czasu na opisy przyrody i parabole, które ciągną się przez kilkadziesiąt stron. To taki książkowy szwajcarski scyzoryk. Nie ważne na której stronie otworzysz, a na pewno znajdziesz tam jakiś około biznesowy wytrych. Korzystając z zaawansowanej matematyki wyszło mi, że za jedną stronę autor kasuje nas około 15 groszy. To są dobrze wydane pieniądze. Jeżeli kwota wydaje się wysoka to zawsze może sprzedać książkę na allegro po jej przeczytaniu i ten koszt zoptymalizować do około 6 groszy za stronę.

za jedną stronę autor kasuje nas około 15 groszy

Wypadałoby w końcu odpowiedzieć na kluczowe pytanie PEPEczyta, czyli “jak mnie ubogaciła ta książka”? Ta pozycja najmocniej inspiruje pod kątem menedżerskim, pokazuje jak radzić sobie w start upach oraz dużych korporacjach. Co ważne Ben Horowitz nie prawi morałów, ale też dedykuje jeden dział swoim największym porażkom, aby na nowo stawić im czoła i zastanowić się co można było zrobić lepiej. Także jest z czego wybierać. 

Ben Horowitz nie prawi morałów

Ale nie myślcie, że to książka dla wielkich biznesmenów. Ja ją w końcu przeczytałem jakoś. Oprócz tego, że jest biznesowym scyzorykiem to też pokazuje jak ważne jest, aby nie zapominać, że jesteśmy ludźmi. I powinniśmy być dobrymi ludźmi. Powinniśmy szanować ludzi z którymi współpracujemy, abyśmy niestali się bezdusznym korporacyjnym robotem. To ważne w dzisiejszych czasach. Skoro taki CEO jak Ben to potrafi (albo tylko pisze, że potrafi) to może nie jest to takie trudne. To bardzo fajna pozycja ogólno społeczna, która pomoga nam zrozumieć zachowania ludzkie i w jaki sposób lepiej sobie radzić w trudnych sytuacjach.   

Co ważne książkę się czyta bardzo szybko i przyjemnie, aż palce bolą od przewracania stron i trzeba je oklejać plastrami. Nie wiem dlaczego, ale podczas lektury miałem banana na twarzy i czułem się jakbym czytał jakiś kryminał od Agathy Christie. A to rzadkość w tego typu książkach. Bo jednak najczęściej te lektury męczę stronę po stronie.  

książkę się czyta bardzo szybko i przyjemnie

Nie chcę tutaj wrzucać dobrych rad i przykładów z książki żeby nie spojlerować, ale czasami są to tak drobne i błahe rzeczy, że zastanawiałem się jak mogłem być tak głupi, żeby na to nie wpaść samodzielnie. Pokazywane są też absurdy życia w korporacjach jak chociażby problem przeklinania (spojler alert).


Nie pamiętam już skąd wytrzasnąłem pomysł, aby zabrać się do tej lektury, ale wiem że to był dobry strzał. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ