| 6 minut czytania |

Dotarłem do tej książki pocztą pantoflową. W pewnych kręgach jest to lektura wręcz kultowa. Zacząłem zatem czytanie z ogromną werwą i w połowie książki zacząłem się zastanawiać, skąd ten cały szum i ekscytacja? Ale nie wyprzedzajmy historii.

„Labirynt, czyli sztuka podejmowania decyzji” to lektura nietuzinkowa. Genialnie łączy dwie trudne rzeczy, które dla mnie są w książkach niezwykle ważne. Po pierwsze chciałbym, aby każda książka którą czytam niosła jakieś przesłanie. Ale nie takie wielkie przesłanie dla ludzkości, a jakieś mikro przesłanie dla mnie. Takie coś drobnego dla mnie, co sobie przywłaszczę w głowie. Cokolwiek co da impuls do myślenia, rozważania, śmiechu lub płaczu. Cokolwiek.

Po drugie zwracam uwagę na lekkość czytania. Nie lubię książek, które mnie męczą. Zacząłem czytać kilka dni temu nową książkę. Siedzę w domu na fotelu, oczy w litery i jedziemy. Minęło 15 minut, ja przeczytałem 2 strony, ale w tym czasie zdążyłem przeanalizować sytuację dwóch gołębi na pobliskim dach, jak chodziły po piorunochronie. Zastanawiałem się ile takich grubych gołębi zmieściłoby się na metrze drutu. Swoją drogą, gołębie są nieustraszone. Podczas lektury książki Pawła Motyla, nie miałem takich dryfujących chwil i moje myśli było daleko od labirynt-sztuka-podejmowania-decyzji piorunochronu.

Wróćmy do punktu pierwszego, czyli przesłania. „Labirynt, czyli sztuka podejmowania decyzji” traktuje o problemie nie byle jakim, bo o sztuce podejmowaniu decyzji. A co lepsze, nie tylko o tych decyzjach podejmowanych przez Panów w garniturach przy wielkich dębowych stołach, a o podejmowaniu decyzji na bardzo różnych polach naszego życia. W kontekście punktu drugiego, czyli lekkości czytania, to autor przytacza swoje historie, które na koniec bardzo delikatnie i lekko puentuje nie narzucając swoich mądrości. Myślę, że z tego powodu w wielu recenzjach tej książki pojawia się podsumowanie w stylu „Czyta się jak kryminał”. To nowa jakość kryminału.

Dlaczego zatem w połowie książki zastanawiałem się czy książka jest rzeczywiście taka dobra jak o niej mówią? Ja mam tak, że pamiętając szkolne czasy i katusze jakie przechodziłem czytając „Quo Vadis” lub „Ogniem i mieczem” (tylko te dwie lektury pamiętam ze szkoły) mam w głowie proste skojarzenie. Mądra książka=ciężkie czytanie. Trochę już do tego pośrednio nawiązywałem podczas recenzji chociażby „4 godzinny tydzień pracy” lub „From zero to one”. To niezłe książki, ale mówiąc o przyjemności z ich czytania to tak jakby zachwycać się wygodą siedzeń w Ryan Air.

Zatem o co chodzi z tą książką? Wróćmy do tego o czym jest ta książka. Opisy na okładce mówią, że to lektura obowiązkowa dla każdego lidera podejmującego decyzje. Jak nieprzewrotnie wskazuje tytuł „Labirynt, czyli sztuka podejmowania decyzji”, lektura jest o przywództwie. Ale takim prawdziwym przywództwie, a nie wynikającym z opisu na wizytówce. Przytoczę tutaj jeden cytat, niestety nie autora a Peter Druckera: “Management is doing things right; leadership is doing the right things”. W takim tonie jest cała książka. Bez zbędnego patosu. Przykładowa sytuacja i bam, od razu konkluzja. Koniec. Nic więcej. I bardzo dobrze, że mimo swego doświadczenia Paweł Motyl powstrzymał się przed wymyślaniem nazw własnych dla opisanych w książce zjawisk jak np. Przywództwo 3.0 Ludzi Nowej Ery (akronim – P3LNE). Dzięki Paweł.

A dlaczego czyta się jak kryminał? To bardzo proste. Mamy tutaj rozstrzał przykładów, które są bardzo plastyczne i dadzą do myślenia każdemu. Oto część z nich: NASA, Dailmer-Benz, Groupon, IBM, wulkan eyjafjallajökull, LOT, Nokia, John F. Kennedy, GE, Cosa Nostra. Brzmi ciekawie, prawda? Cieszę się, że czytałem książkę w papierowym wydaniu, bo to prawdziwa kopalnia barowych historyjek. Narobiłem sobie trochę zakładek, aby wspomóc starczą pamięć.

zakładki

Na koniec, aby dodać w końcu coś wartościowego do tej recenzji wspomnę o dwóch zdarzeniach przed którymi autor nas przestrzega. Pierwsze z nich to czarny łabędź. To teoria wymyślona przez Nassim Nicholas Taleb. O co w niej chodzi? To jakbyś dostał lutę w tył głowy nie spodziewając się jej, idąc przez park z psem. Czyli zdarzenie, które kompletnie wywraca coś do góry nogami i zmienia bieg firmy, świata, ludzkości. Najczęściej nie można go przewidzieć. Przykłady? 9/11, czarnobyl, bańka dotcom, tytanic, Lehman Brothers, itd.

Drugie zdarzenie przed, którym należy się wystrzegać i nad którym możemy jako tak panować, o ile chcemy, to syndrom indyka. Czyli im nam lepiej idzie, tym bardziej jesteśmy chwaleni i tym bardziej obrastamy w piórka i nasza czujność się osłabia. W ten sposób nabawiłem się wstrząśnienia mózgu podczas jazdy na snowboardzie. A jeszcze 5 sekund przed wypadkiem byłem królem Jaworzyny Krynickiej. Syndrom indyka to groźne i bardzo popularne zjawisko.

Nie będę już płodzić więcej tekstu w tej recenzji, bo: 1. książka jest w miarę „mądra”, 2. lekko się czyta, 3. nie jest droga. Także kto nie czyta ten indyk.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ