“Disrupted: My Misadventure in the Start-Up Bubble” – Dan Lyons

“Disrupted: My Misadventure in the Start-Up Bubble” – Dan Lyons

0
Swiat doszedl donikad

| 6 minut czytania |

Czy twój startup robi disruption? Czy masz traction na klientów? Czy byłeś, byłaś już u VC? Nieważne – wszystko jest awesome!

Start-upy wyrastają jak grzyby po deszczu

Jeśli nie wiesz co to start-upy, to pora to nadrobić. Nawet Duda o nich wie. Start-upy wyrastają jak grzyby po deszczu, wszyscy chcą je budować, zakładać, odpalać; korporacje chcą je kupować. To jest nowy świat biznesu, w którym garnitury są nie na miejscu. W cenie jest wiek poniżej trzydziestki, t-shirty, trampki i niezwykłe pomysły burzące zastany porządek.

Dan Lyons, autor i zarazem główny bohater “Disrupted: My Misadventure in the Start-Up Bubble” to pięćdziesięcioparoletni dziennikarz z USA. Pisał o komputerach, kiedy jeszcze nie służyły do przeglądania fejsa. Właściwie w 1987 roku, kiedy startowała jego kariera, nie było internetu w dzisiejszym rozumieniu – dopiero raczkował na uniwersytetach i w wojsku. Lyons pisał o technologiach m.in. do Forbesa i Newsweeka. Do czasu. W wieku 52 lat, gdy już rodzina, kredyty — z dnia na dzień stracił pracę.

Wszyscy chcieli na nich zarabiać: twórcy, inwestorzy, pracownicy

To był 2013 rok. W Stanach trwał mega bum na start-upy. Wszyscy chcieli na nich zarabiać: twórcy, inwestorzy, pracownicy. Zwyczajowo każdy, kto dołączał do takiej firmy, dostawał opcje na akcje, czyli obietnicę, że kiedy firma wejdzie na giełdę, podzieli się z nim określoną w umowie liczbą akcji. I liczył, że kiedy firma wejdzie na giełdę, zgarnie gruby szmal. Gdy Lyons został bez pracy, stwierdził, że najwyższy czas samemu skorzystać na tym szaleństwie. Dostał angaż w HubSpot, który zatrudniał kilkaset osób i sprzedawał oprogramowanie pomagające w marketingu. I tu się zaczyna historia jego zatrudnienia, której akcja biegnie wartko, a zakończenie jest jak mroczny kryminał.

Kolejna bańka internetowa rośnie na naszych oczach.

Kolejna bańka internetowa rośnie na naszych oczach. Jeszcze nie pękła, ale zdaniem autora (i moim też) to kwestia czasu. Firmy, które do tej pory nie wygenerowały ani centa zysku, na giełdzie są warte miliardy. HubSpot na przykład 1,76 miliarda dolarów. Zysku zero. A strat choćby w 2015 roku – 46 milionów dolarów.

Na wzroście start-upów zarabia tak naprawdę garstka wtajemniczonych, seryjnych start-upowców ramię w ramię z grupą inwestorów (tak zwanych VC – venture capitalistów) działających wedle zasady: grow fast, lose money, go public, get rich — czyli: niech obroty rosną, nawet jeśli faktycznie tracisz pieniądze – najważniejsze to wejść na giełdę i zarobić krocie!

kultura start-upowa jest jak połączenie domu studenckiego z sektą

Specyficzna kultura start-upowa jest jak połączenie domu studenckiego z sektą. Jesteś super, dopóki chodzisz w barwach firmy, uczestniczysz w coraz dziwniejszych dniach specjalnych, wypełniasz ankiety zachwytu i klaszczesz na firmowych konferencjach. Nawet, jeśli twoje projekty niczego sensownego nie wnoszą, dopóki pozostajesz “team playerem” – jest ok. Gorzej, jeśli chociaż raz z punktu widzenia współwyznawców okażesz nielojalność.

Lyons obnaża biznesy, w których już nie chodzi o produkt, ale o buzz, marketing i PR – oby tylko nakręcały sprzedaż. HubSpot sprzedaje produkt do automatyzacji marketingu, dzięki któremu, jak głoszą hasła reklamowe, klienci pojawiają się sami. Tymczasem w samym HubSpocie sprzedaż opiera się na armii telemarketerów, którzy popijając piwo (w końcu to start-up) dzień po dniu starają się roztaczać przed małymi i średnimi przedsiębiorcami wizję ogromnych zysków.

“Disrupted” uwypukla kult młodości

“Disrupted” uwypukla kult młodości: Lyons bardzo często podkreśla, że jest dyskryminowany ze względu na wiek. Domaga się szacunku dla swojego doświadczenia. Sam jednak uczestniczy w tym zderzeniu pokoleń: dyskryminuje młodych, bo mają dwadzieścia kilka lat i “nic nie wiedzą”. Zdaje się więc, że  wszyscy, czy to antagoniści czy sam autor, dali się złapać w pułapkę kategoryzacji i szablonów.

Ta książka mnie uwiodła. I trochę zryła beret.

Ta książka mnie uwiodła. I trochę zryła beret. Pokazuje, jak kapitalizm w wykonaniu nowej ekonomii został podniesiony do kwadratu i do tego zapakowany w kolorową bibułkę z hasłami motywacyjnymi, a pozytywka gra cały rok jingle bells i wszystko pachnie dolarami. Jestem zniesmaczony. Chciałbym, żeby firmy równo dystrybuowały zyski czy swoją wartość. Tymczasem obecnie wielu pracuje na to, żeby kilku u góry napchało kieszenie. I tak samo dzieje się w przypadku start-upów.

Diagnoza Lyonsa wydaje mi się w dużym stopniu słuszna. Jednocześnie, wyczułem w niej frustrację człowieka, który nie dostał tego, co chciał. Start-upy to jednak nie samo zło. W końcu rozruszały ekonomię zdominowaną przez wielkie korporacje, wypuściły produkty czy usługi, które sporo wniosły — jak Spotify, Airb’n’b czy Uber. O tym autor zawzięcie milczy. Zaczynając pracę w HubSpot liczył na “easy money”. Warto dowiedzieć się, co sprawiło, że się przeliczył.

Trener, psycholog, kołcz, strateg w KISS digitial, ojciec. Współzałożyciel kolektywu Multiprops robiącego warsztaty rozwojowe i nie. Jego hobby to życie. Chciał kiedyś zrobić doktorat, ale teraz woli napisać powieść.

NO COMMENTS

LEAVE A REPLY